Jolanta Skrobowska

radca prawny

Interesuję się sprawami, które związane są ze wsparciem osób fizycznych, głównie w obszarze prawa cywilnego i prawa rodzinnego. Jako prawnik rodzinny zajmuję się zagadnieniami małżeństwa, partnerstwa, rodzicielstwa, edukacji oraz wsparcia osób niepełnosprawnych.
[Więcej >>>]

Skontaktuj się

Prawnik Rodzinny – podcast!

Jolanta Skrobowska24 lutego 2020Komentarze (0)

podcast Prawnik RodzinnyGdybym mogła zawrzeć na blogu wszystkie pomysły i tematy, które pojawiają się w mojej głowie, to pewnie byłby opasły niczym najgrubsza księga 🙂 I niedługo taki będzie, przekonasz się! 😀

Zmierzam zresztą do tego, by blog ten zawierał jeszcze bardziej przydatne i wartościowe materiały, do których chętnie będziesz sięgał – niezależnie nawet od tego czy ta konkretna wiedza jest Ci potrzebna w danym miejscu i czasie. By był po prostu ciekawy!

Blog prawnik-rodzinny się rozwija, ale …

Wiem, że nie każdy do mojego bloga trafi od razu. Taki już jest ten Internet i wyszukiwarki. Raz prowadzą tu, a raz tam 😉

Postanowiłam więc, że spróbuje nowego 😉 I tak powstał pomysł nagrania podcastu.

Dziś oddaję Ci podcast Prawnik Rodzinny, w którym rozmawiamy o rodzinie, rodzicielstwie, opiece, wychowaniu i edukacji, czyli o tym wszystkim, co na codzień dotyka każdą polską rodzinę.

Mam nadzieję, że będzie miłą odmianą, a może dopełnieniem tego co znajdziesz tutaj – na moim blogu.

Podcast będzie się pojawiał w każdy poniedziałek, a nowe odcinki znajdziesz w prosty sposób we wszystkich aplikacjach służących słuchaniu podcastów, w tym oczywiście na Spotify, Apple Podcast oraz Google Addict.

Ucieszę się jeśli pozostawisz po sobie ślad – będę bardzo wdzięczna za każdy komentarz.

Zachęcam Cię także do subskrybowania mojego podcastu.

A dzisiaj po raz pierwszy żegnam się jak prawdziwy radiowiec 😉 Do usłyszenia! 😉

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 795 699 431e-mail: kancelaria@skrobowska.com

Ojciec dziecka z nieformalnego związku, tzw. konkubinatu, jest w nieco innej sytuacji niż ojciec w związku formalnym. Dlaczego? Bo w prawie polskim istnieje konstrukcja prawna (tzw. domniemanie), która w uproszczeniu, wskazuje na ojcostwo mężczyzny będącego mężem matki dziecka. I ojcu – małżonkowi matki jest prawo nieco bardziej przychylne …

Zacznijmy od tego, że tata to tata i niezależnie od tego czy rodzice mają ślub, czy żyją bez niego, mogą tworzyć rodzinę. Rodzina podlega konstytucyjnej ochronie i może zostać sformalizowana przez zawarcie związku małżeńskiego.

Wiesz już, że prawnie łatwiej jest tym osobom, które na ślub się zdecydują. Poprzez małżeństwo niejako „z urzędu” stają się podmiotami przeróżnych praw i mają możliwość (bez podejmowania dodatkowych czynności) uzyskania innych uprawnień.

Już starożytni Rzymianie wskazywali, że  „Mater semper certa est, pater est, quem nuptiae demonstrant”, co oznacza, że matka jest zawsze pewna, a ojcem jest ten kogo wskazuje małżeństwo (z matką). Wspomniane wyżej domniemanie pochodzenia dziecka od męża matki, opiera się właśnie na tym założeniu.

I jeśli kobieta z którą związany jest nasz ojciec nie jest mężatką (bo piszę dziś o ojcostwie w związku pary bez obecności osoby trzeciej – męża ;), to zasadniczo kolejne kroki które może podjąć ów tata nie są wcale trudne.

***

Od czego więc ojciec powinien zacząć, by mimo braku małżeństwa, jego ojcostwo było „zauważone”, czyli w świetle prawa oczywiste i przez to prawo chronione (a faktycznie – by było jasne, że to on jest ojcem dziecka)?

***

Uznanie ojcostwa

Uznanie ojcostwa to formalna czynność, która pozwala określić mężczyznę – faktycznego ojca- jako ojca w znaczeniu prawnym.

Uznanie ojcostwa następuje, gdy mężczyzna, od którego dziecko pochodzi, oświadczy przed kierownikiem urzędu stanu cywilnego, że jest ojcem dziecka, a matka dziecka potwierdzi jednocześnie albo w ciągu trzech miesięcy od dnia oświadczenia mężczyzny, że ojcem dziecka jest ten właśnie mężczyzna.

I to właśnie uznanie ojcostwa jest furtką dla dalszych uprawnień taty.  Bo już ten „tata sformalizowany” będzie mógł np. dać swojemu dziecku swoje nazwisko. Będzie mu też po prostu łatwiej w zwykłych życiowych, a wymagających „zaświadczeń” sprawach (to tak w dużym uproszczeniu 😉 ).

Władza rodzicielska i inne „dodatki”

Wraz z uznaniem ojcostwa tata zacznie dzielić formalnie z mamą dziecka władzę rodzicielską. Zobowiązany będzie do opieki nad dzieckiem, do jego alimentacji, do troski o jego rozwój psychiczny i fizyczny. Ojciec będzie reprezenantem dziecka, jego przedstawicielem ustawowym. Będzie miał jednocześnie prawo do kontaktów ze swoim dzieckiem a także do decydowania o istotnych sprawach z nim związanych.

Jednocześnie ojcu dziecka będą przysługiwały uprawnienia związane z ojcostwem i świadczenia finansowane z budżetu państwa (np. urlop ojcowski i zasiłek podczas tego urlopu czy chociażby świadczenie 500 +).

A na koniec warto wspomnieć, że jeśli zajdzie taka potrzeba, ojciec będzie też uprawniony do żądania w przyszłości od swojego dziecka alimentów dla siebie.

***

Tutaj przeczytasz:

Jonathan Borba

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 795 699 431e-mail: kancelaria@skrobowska.com

Pomyłka NFZ i Ministra Zdrowia

Jolanta Skrobowska27 stycznia 2020Komentarze (0)

Pomyłka NFZ i Ministra ZdrowiaPomyłka NFZ i Ministra Zdrowia, o której dziś piszę dotyczyła interpretacji przepisów rozporządzenia.  Historia zdarzyła się kilka lat temu. Warta jest jednak przypomnienia. Pokazuje, że dobrze jest zachować zdrowy rozsądek i nie wierzyć w ustne interpretacje urzędników, a pisemne absurdy torpedować.

Scena 1. Wstęp

Jak ważne w życiu są terminy…

Dla prawnika termin jest, a przynajmniej być powinien, RZECZĄ ŚWIĘTĄ! I nie przez przypadek napisałam to dużymi literami. Dobrze jednak, gdy prawnicy potrafią liczyć terminy.

O tym, że nie potrafią przekonałam już kilka razy, ale ostatnio przypomniałam sobie sprawę wózka .. „Sprawa wózka” to moja nazwa dla historii, która kiedyś przytrafiła się pewnej miłej rodzinie z małym potrzebującym wsparcia dzieckiem (niepełnosprawna dziewczynka z ciężką, nieuleczalną chorobą).

Scena 2. Dom

Po kolei…

Sprawa dotyczyła kwestii medycznych. Chodziło dokładnie o to, jak interpretować przepis rozporządzenia wydanego przez Ministra Zdrowia.  Przedstawiała się następująco.

Niepełnosprawna dziewczynka miała w tamtym czasie  21 miesięcy. Nie chodziła, nie siedziała nawet. Rodzice nie mogli jej wciąż nosić na rękach – było to niezdrowe i dla niej, i dla nich. Dziecko ważyło już całkiem sporo. Najwiekszym problemem były dla rodziny wspólne wyjścia. Dziewczynka nie mogła nawet być wożona w normalnym wózku dziecięcym, bo jej mięśnie nie współpracowały. Bez przytrzymywania przez opiekuna nie była w stanie w normalny sposób siedzieć (ześlizgiwała się z siedziska). Jej ciało swobodnie puszczone zachowywało się jak jedwabny materiał ześlizgujący się po dłoni. Czy jesteś sobie w stanie wyobrazić codzienny trud jej mamy, która musiała wozić dziecko na rehabilitację, karmić je, a jednocześnie normalnie żyć (a więc córkę odkładać i mieć swobodne dłonie)? Dziewczynka potrzebowała wózka, który byłby dla niej bezpieczny – ułatwił normalne funkcjonowanie.

Scena 3. U lekarza

Lekarz rehabilitacji, podkreślając pilną konieczność zakupu sprzętu, wypisał niezbędny wniosek dotyczący refundacji wózka.

Dodam tylko, że sprzęty tego rodzaju nie należą do najtańszych. Koszt takiego wózka to kilka tysięcy złotych.

Co dalej z wnioskiem od lekarza? Przed zakupem potrzebna była pieczątka (zatwierdzenie) NFZ.

Mama dziewczynki pojechała więc do NFZ- tu w Warszawie, przy ul. Chałubińskiego. Na miejscu, od miłej Pani w okienku, dowiedziała się, że refundacji wózka nie będzie – nie należy się.

Dlaczego?

Nasza mała bohaterka nie miała skończonych 2 lat.

Scena 4. Przepisy

Zgodnie z punktem 131 Załącznika do rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 6 grudnia 2013 r. w sprawie wykazu wyrobów medycznych wydawanych na zlecenie (DZ. U. z 2013 r., poz 1565), wózek inwalidzki dziecięcy przysługuje dzieciom od 2. do ukończenia 18 roku życia.

Na tym przepisie opierała się owa „pani z okienka”, która na prośbę mamy poprosiła panią kierownik (także dokonującej szybkiej niekorzystnej interpretacji ww. przepisu).

Mama tłumaczyła, że zgodnie z przepisami córka powinna dostać wózek.

Interpretatorki pozostały jednak niewzruszone. Mama odesłana z kwitkiem dostała dobrą radę – „Proszę wrócić za 2 miesiące, gdy dziecko skończy 2 lata”.

Scena 5. Głębiej

Przepisy raz jeszcze – o co w tej sprawie chodzi?

Wyżej wskazany przepis wskazuje, że tylko dzieci od 2. do ukończenia 18 roku życia mogą wnioskować o refundację wymienionego tam wyrobu medycznego.

Zauważ jednak iż wyraźnie wskazano w nim że chodzi o czas od 2., nie od ukończenia 2. roku życia, a brak w tym przypadku jednego słowa robi dużą różnicę dla interpretacji całości.

Podejście urzędniczki do sprawy (niepomyślna interpretacja) oznaczała to, iż dziewczynka, która w tamtym czasie miała 21 miesięcy, mimo jej złego stanu nie kwalifikowała się do refundacji.

Brawa dla mamy!

Mama zupełnie słusznie zauważyła, że córka spełnia kryteria wskazane w rozporządzeniu – refundację części kosztów wózka powinna dostać. Oczywiste było to również dla lekarza, który odpowiedni wniosek wystawił. Dla mnie to też było jasne.

Co innego wyczytały w rozporządzeniu wspomniane urzędniczki z NFZ. Ich interpretacja była następująca. Przepis stanowi, iż osoba (dziecko) ma mieć dwa lata (co najmniej), maksymalnie – 18.

Scena 6. Ważny jest czas

Wspólnie z Panią X podjęłyśmy decyzję, że sprawy tak nie zostawimy.

Ponieważ dziewczynka potrzebowała wózka pilnie, postanowiłyśmy, że na początek skorzystamy z dobrodziejstwa Internetu –  wysłałyśmy e-maila na skrzynkę podawczą Ministerstwa Zdrowia, który rozporządzenie wydał. Prośba o interpretację – czyli co autor aktu prawnego miał na myśli.

Wyjaśnię w tym miejscu jak interpretuję sformułowanie: „dzieci od 2. roku życia”. Według mnie są to te dzieci, które rozpoczęły 2. rok życia, czyli te, które ukończyły 1. rok życia. Pierwszym dniem 2. roku życia jest dzień drugich urodzin dziecka.

Będąc w 21 miesiącu życia, dziewczynka była już w 2. roku życia.

Przesłana przeze mnie do Ministerstwa Zdrowia wiadomość była krótka i rzeczowa. Liczyłam na rozsądek urzędników i prawników.

Niestety przeliczyłam się.

Równo po 30 (!) dniach przyszła odpowiedź. (Tu liczył się czas, ale komu się spieszy w Ministerstwie…) Zacytuje ją, bo nie była długa:

W odpowiedzi na Pani pismo, dotyczące kryteriów przyznawania wyrobu medycznego określonego w grupie P pod lp. 131 w załączniku do rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 6 grudnia 2013 r. w sprawie wykazu wyrobów medycznych wydawanych na zlecenie (Dz. U. z 2013 r., poz 1565), Departament Polityki Lekowej i Farmacji informuje, iż przedmiotowe kryteria spełniają dzieci, które ukończyły dwa lata życia obliczone zgodnie z art. 112 kodeksu cywilnego, który stanowi, że przy obliczaniu wieku osoby fizycznej termin upływa z początkiem ostatniego dnia terminu.

No i osiągnięto granice absurdu. Czytałam i przecierałam oczy ze zdumienia.

Postanowiłam wyjaśnić – tym razem dokładniej- urzędnikom Ministerstwa, co autor – Minister Zdrowia miał na myśli.

(To nie jest tak, że nad pismem pochylił się sam Minister, robili to pracownicy ministerstwa – prawnicy).

Finał

Tym razem do Ministerstwa trafiło pismo obszerne, w którym tłumaczyłam i wykładałam przepisy. Trochę to komiczne wyjaśniać autorowi sens jego twórczości, tym bardziej, że sprawa wydawała się oczywista.

Odpowiedź na pismo przyszła tym razem wyjątkowo szybko – po ok. 10 dniach. Krótko, zwięźle i na temat.

W odpowiedzi na Pani pismo dotyczące refundacji wózka inwalidzkiego specjalnego dziecięcego z wyłączeniem wózka inwalidzkiego toaletowego wpisanego w załączniku do rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 6 grudnia 2013 r. w sprawie wykazu wyrobów medycznych wydawanych na zlecenie (DZ. U. z 2013 r., poz 1565), w grupie P pod lp. 131, Departament Polityki Lekowej i Farmacji informuje, iż przy dokonaniu wykładni językowej wyrażenia „od 2 do ukończenia 18. roku życia” należy stwierdzić, że oznacza ono od początku 2. roku życia, czyli dziecko, które ukończyło 1. rok życia i znajduje się w 2. roku życia.

Rozdwojenie jaźni? Może ktoś sięgnął w końcu po zdrowy rozsądek?

Brawo za to, że ktoś się nad sprawą pochylił i przyznał nam rację – choć nie wyobrażam sobie by mogło być inaczej.

Finał po raz drugi!

Ale to nie koniec sprawy wózka. Dwa lata później zgłosil się do mnie tata innego dziecka z prośbą o udostępneinie mojego pisma do NFZ i odpowiedzi w sprawie. Jemu również odmówiono refundacji wózka, bo jego dziecko było według NFZ za małe (rozpoczęło 2. rok życia, ale nie ukończyło dwóch lat).

Sprawa wózka miała w rezultacie dwa dobre zakończenia.

Udało się! Mimo to niesmak pozostał… Został we mnie żal. Żal do prawa i do ludzi, którzy to prawo tworzą, a potem nieumiejętnie interpretują.

Rodzice dzieci niepełnosprawnych to nie są ludzie nastawieni na walkę z urzędami. Oni żyją dla swoich dzieci, im poświęcają każdą chwilę. Nie zawsze od razu orientują się w przepisach, a Ci którzy im pomóc powinni – robić tego nie chcą albo robią to źle.

Pamiętaj!

Nie warto się poddawać, choćby wszyscy twierdzili, że na pewno jest inaczej niż myślisz. To nie pierwszy przypadek, gdy ustna interpretacja była zła, pisemna była zła i dopiero ponowne rozpatrzenie sprawy okazało się strzałem w 10!

Przepisy tworzą i interpretują ludzie. Bardzo często się mylą. Jeśli nie będziemy reagować, to zaleje nas morze durnych ustaw, paragrafów i interpretacji.

Pozdrawiam i życzę cierpliwości we wszelkich starciach z rzeczywistością.

***

Przeczytaj także:

O niepełnosprawnych -największej grupie mniejszościowej na świecie- tutaj

O udogodnieniach dla dzieci posiadających orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego – tutaj

O subwencji oświatowej – tutaj

O orzeczeniu o potrzebie kształcenia specjalnego – tutaj

 

AbsolutVision

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 795 699 431e-mail: kancelaria@skrobowska.com

Alimenty dla rodziców i dziadków

Jolanta Skrobowska24 stycznia 2020Komentarze (0)

Alimenty na rodziców i na dziadków - starszy człowiekAlimenty dla rodziców i dziadków niektórych zdziwią, bo…

Czy wiedziałaś, że alimenty nie przysługują wyłącznie dzieciom lub małżonkom?

Kiedy rodzice mogą ubiegać się o alimenty na utrzymanie od swojego dziecka?

Kto i kiedy jest objęty obowiązkiem alimentacyjnym?

Alimenty dla rodziców i dziadków – kiedy trzeba je płacić?

Prawo przewiduje sytuacje, w których konkretnym członkom rodziny przysługuje prawo do uzyskania alimentówPo więcej szczegółów zapraszam Cię do poniższego wpisu. 

Alimenty dla rodziców – kiedy przysługują?

Alimenty kojarzą się przeważnie z obowiązkiem utrzymywania dzieci przez rodziców. Konkretnie z taką sytuacją, gdzie po rozwodzie jeden z rodziców płaci na rzecz dziecka – do rąk drugiego rodzica- zasądzoną przez sąd stałą kwotę. Małżonek, który znalazł się przez rozwód w niedostatku również może żądać od swojego małżonka alimentów.

Poza wyżej wskazanymi sytuacjami prawo daje możliwość uzyskania alimentów także innym osobom w kręgu rodziny. Obowiązek alimentacyjny dotyczy też bowiem krewnych w linii prostej (na zasadzie wzajemności).

Alimenty, a niedostatek

Przesłanką dochodzenia alimentów przez rodziców od ich dzieci, bądź przez dziadków od wnuków jest sytuacja, gdy po stronie uprawnionego występuje tak zwany niedostatek. Kiedy mamy do czynienia z niedostatkiem?

Niedostatek występuje nie tylko, gdy uprawniony do alimentów całkowicie nie jest w stanie się utrzymać. Ma miejsce także gdy ma środki na utrzymanie, ale nie wystarczają one na pełne zaspokojenie jego usprawiedliwionych potrzeb (np. gdy nie starcza mu na leczenie). W praktyce najczęściej niedostatek będzie dotyczył złej sytuacji finansowej i materialnej spowodowanej chorobą, czy podeszłym wiekiem.

[O niedostatku możesz przeczytać tutaj: http://prawnik-rodzinny.com.pl/niedostatek/ ]

Od kogo alimenty?

Alimentów można żądać wyłącznie od pełnoletnich już dzieci lub wnuków. Sąd bierze pod uwagę nie tylko potrzeby uprawnionego, ale także możliwości zobowiązanego. Sytuacja życiowa osoby, która ma płacić alimenty musi pozwalać na spełnienie tego obowiązku. Prościej ujmując – musi ją być stać na płacenie alimentów. Jeśli więc dziecko, wprawdzie już jest pełnoletnie, ale jednak nie ma środków finansowych na alimentowanie rodzica – sąd weźmie to pod uwagę. Podobnie zresztą jak inne kwestie, nie tylko finansowe, wpisujące się w ich ogólną sytuację życiową.

Na co zwrócić uwagę przy ubieganiu się o alimenty?

Bardzo duże znaczenie ma postawa życiowa rodziców (dziadków) zwracających się z roszczeniem o alimenty od dzieci lub wnuków. Po pierwsze ważne są okoliczności, w wyniku których dana osoba znalazła się we wspomnianym wyżej niedostatku – muszą być przez nią niezawinione. Jeśli ktoś swoim działaniem spowodował niedostatek, bo np. świadomie trwonił majątek, nadużywał alkoholu, czy nie chciał (choć mógł) podjąć zatrudnienia – sąd może jego powództwo oddalić. Oddalenie oznacza nie przyznanie alimentów.

Jeśli rodzice lub dziadkowie nie interesowali się swoim dzieckiem lub wnukiem, a teraz w sile wieku wraz z uszczupleniem zasobów finansowych, przypominają sobie o rodzinie i sięgają po pomoc finansową. Na pewno będzie to argument przeciw zasądzeniu alimentów.

Jak uchronić się przed alimentami?

Pamiętaj! Obowiązek alimentacyjny to nie tylko finansowanie potrzeb uprawnionego. To także osobiste starania o osobę uprawnioną. Oznacza to, że ogół starań o członka rodziny, pomoc mu udzielona oraz zainteresowanie jego osobą także wpisują się w sferę dotyczącą alimentowania.

W sytuacji „ekstremalnej”, która finał znajdzie w sądzie, oczywistą rzeczą jest konkretyzacja obowiązku alimentacyjnego w zasądzeniu określonej kwoty pieniężnej.

Alimenty dla ojca alkoholika

A co, gdy rodzic przez kilkanaście lat dziećmi się nie interesował, porzucił rodzinę – a na starość chce łatać swoje finanse poprzez majątek dzieci? W takim wypadku – sąd mając na uwadze względy słuszności i zasady współżycia społecznego – z dużym prawdopodobieństwem nie przychyli się do jego żądania.

Bardzo ważna jest też kwestia majątku, którym taki rodzic dysponuje. Jeśli istnieje składnik majątkowy, który może być sprzedany i dalej przeznaczony na utrzymanie rodzica – warto zwrócić na to uwagę sądu.

Alimenty dla ojca którego nie znam

Do sądu z pozwem o alimenty przeciwko dzieciom lub wnukom zwracają się najczęściej takie osoby, które dobrych relacji rodzinnych nie mają. No cóż… gdyby miały to pewnie – prawie jak w bajce – wszyscy żyliby długo i szczęśliwie. Sądy o tym wiedzą, dlatego relacjom rodzinnym przyglądają się szczególnie wnikliwie. W sprawach o alimenty dla rodziców czy dziadków oprócz związków formalnych, często o jakichkolwiek relacjach uczuciowych niestety trudno mówić.

Sprawy o alimenty to sprawy szczególnego rodzaju – zawierające w sobie ogromny ładunek ludzkich emocji i wiele trudnych historii. Mają też w sobie różne pułapki i często drugie dno. Czasem pod koniec „sądowych opowieści” z sali, okazuje się, że sprawa jest zupełnie inna niż wydawała się na początku.

***

Zapraszam Cię także do przeczytania o opiece i alimentach

Huy Phan

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 795 699 431e-mail: kancelaria@skrobowska.com

„Co byłoby, gdyby prawie 20 lat temu ktoś na chwilę zatrzymał się i pomyślał, że można rozstać się inaczej?”

Tym pytaniem zaczyna się list w Gazecie Wyborczej.

Autorka opisuje w nim swój „rozwód” z ojcem. Tak, tak – rozwód. Rozwód – rozstanie.

Rozstanie z ojcem!

Rozwód sam w sobie, to rzecz paskudna dla dzieci. Jeśli dziecko ma mądrych rodziców, to ci myślą o nim i starają się zminimalizować negatywne skutki ich rozstania. Mądra mama nie opowiada dziecku, że tata to bałwan, skąpiec i nieudacznik. Mądry tata nie klnie na matkę, nie podnosi przy dzieciach głosu.

Ilu jest mądrych rodziców?

Chciałabym napisać, że tylko tacy chodzą po Ziemi. A prawda jest taka, że mądrych rodziców jest niewielu. 

Rozwodzący się ludzie często zapominają o swoich dzieciach, a jeśli nawet mają je w pamięci, to nieco zmienia im się spojrzenie na rolę pociech w powstającej, nowej, w trakcie-  lub po- rozwodowej rzeczywistości.

Dzieci nie powinny się rozwodzić z rodzicami! Rozwód to sprawa wyłącznie dorosłych. Chciałabym, by wszyscy o tym pamiętali.

***

Rozwód i dzieci - sąd rozwodowyPolecam list z Gazety Wyborczej wszystkim, którzy właśnie się rozwodzą i mają dzieci. [Źródło: Gazeta Wyborcza – wydanie internetowe >>]

Rozwód – list dorosłego dziecka rozwiedzionych rodziców

„Długo myślałam, czy pisać ten list, ale patrząc na to, co dzieje się wokół, już nie wytrzymuję. Nie zapominajmy o tym, że rozwodzą się małżonkowie, a nie mama bądź tata z dzieckiem.

Jestem dorosłym dzieckiem rodziców, którzy rozwodzili się w typowy, okropny sposób. Nagle utworzyły się dwa obozy, które przeciągały mnie na swoją stronę. Każde najdrobniejsze potknięcie któregokolwiek z rodziców urastało do rangi błędów, za które powinno się co najmniej odbierać prawa do opieki nad dzieckiem.

Rodzina mamy na każdym kroku tłukła mi do głowy jaki ten tata okropny, jaki zły i niedobry. Rodzina taty robiła dokładnie to samo. Mama najgorsza. I choć jedyną osobą, która nigdy nie próbowała mnie w ten sposób szarpać był tata, to właśnie on przegrał tę głupią batalię. Mamie wspieranej przez babcie i ciotki udało się ostatecznie przeciągnąć mnie na swoją stronę. Uwierzyłam, że tata to ten zły. Miałam naście lat i ostentacyjnie nie witałam się z nim na ulicy. Kontakt z biegiem lat zupełnie się urwał. Zostaliśmy obcymi ludźmi. Z całą częścią rodziny od strony ojca nie widziałam się ani nie rozmawiałam od kilkunastu lat. Mama jest po dziś dzień dumna z tego, jak udało jej się wszystko poukładać i pozbyć z życia „tego złego”.

Dopiero z czasem, już jako dorosła osoba, mająca własne dzieci, zaczęłam analizować swoje dzieciństwo i relacje z rodzicami. Zdecydowana większość moich najlepszych wspomnień z dzieciństwa to właśnie tata. Natomiast mama, choć teoretycznie zawsze była obok, nigdy nie była dla mnie wsparciem. Nie było między nami szczególnej więzi i nie ma jej do teraz.

Szczerze mówiąc, nie wiem nawet, dlaczego moi rodzice się rozwiedli, może po prostu przestali się dogadywać? Zresztą dziś nie ma to najmniejszego znaczenia, bo prawda jest taka, że jeśli w grę nie wchodzą żadne patologie i przemoc, nie ma powodu, by izolować dzieci od rodziców. Tym bardziej dla własnej idiotycznej satysfakcji. Takiego pogrożenia palcem i powiedzenia: „A masz, nie kochasz mnie, to zobaczysz!”.

Bo niby nic się nie stało. A jednak mając ponad 30 lat, kontaktu z tatą nie mam w ogóle, natomiast kontakt z mamą ograniczony mam niezbędnego minimum. Mimo wszystko mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa i lubię swoje życie. Mam cudownego męża i trzech synów. Ale czy nie byłoby jeszcze piękniej, gdyby te prawie 20 lat temu ktoś na chwilę zatrzymał się i pomyślał, że można rozstać się inaczej?”

***

Więcej o rozstaniu i rozwodzie przeczytasz TUTAJ>>

***

Obrazek pochodzi z portalu Wyborcza.pl

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 795 699 431e-mail: kancelaria@skrobowska.com